Będąc w liceum zostałam mamą chrzestną. Obiecałam sobie wtedy, że będę chrzestną obecną, dającą czas, a nie prezenty ( nie tylko :)). Początki były łatwiejsze : bez własnej rodziny mogłam skupić się na chrześniaku i różne okazje ( czy zwykłe dni) spędzać w jego towarzystwie. Schody zaczęły się, gdy 'dorobiłam się' swoich dzieci. I to sztuk trzy :D. Fakt, że ten maluch staje się dorastającym chłopcem też nie bardzo pomaga, bo trochę gorzej wyczuć potrzeby takiego prawie nastolatka niż kilkuletniego brzdąca. Staram się jak mogę, żeby mimo wszystko dawać CZAS i wspomnienia. Nie tylko gadżety. W związku z i tak ogromną ilością zabawek naszych dzieci, my nie kupujemy im nic na dzień dziecka. Może uda nam się wyskoczyć do zoo, może pizza czy rodzinne lody. Jeśli nie teraz, to za tydzień czy dwa. A nawet za miesiąc. Na tyle na ile to możliwe staramy się na co dzień pokazywać dzieciakom różne fajne miejsca, być wszyscy razem w miarę możliwości. "Ale dzień dziecka jest raz w roku!...