Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2021

Dzień dziecka

Będąc w liceum zostałam mamą chrzestną. Obiecałam sobie wtedy, że będę chrzestną obecną, dającą czas, a nie prezenty ( nie tylko :)). Początki były łatwiejsze : bez własnej rodziny mogłam skupić się na chrześniaku i różne okazje ( czy zwykłe dni) spędzać w jego towarzystwie. Schody zaczęły się, gdy 'dorobiłam się' swoich dzieci. I to sztuk trzy :D. Fakt, że ten maluch staje się dorastającym chłopcem też nie bardzo pomaga, bo trochę gorzej wyczuć potrzeby takiego prawie nastolatka niż kilkuletniego brzdąca. Staram się jak mogę, żeby mimo wszystko dawać CZAS i wspomnienia. Nie tylko gadżety. W związku z i tak ogromną ilością zabawek naszych dzieci, my nie kupujemy im nic na dzień dziecka. Może uda nam się wyskoczyć do zoo, może pizza czy rodzinne lody. Jeśli nie teraz, to za tydzień czy dwa. A nawet za miesiąc. Na tyle na ile to możliwe staramy się na co dzień pokazywać dzieciakom różne fajne miejsca, być wszyscy razem w miarę możliwości. "Ale dzień dziecka jest raz w roku!...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Wioska

Po moim story na Facebooku czy instagramie piszą do mnie czasem mamy starszych dzieci, maluchów, mamy jedynaków czy dwójki z pytaniem " jak Ty to ogarniasz? Ja z jednym/dwójką tak nie umiem, a Ty z trójką sobie radzisz." Nie powiem, jest to bardzo miłe, chociaż trochę zawstydzające. Bo jak ogarniam? NIE OGARNIAM WSZYSTKIEGO. Zdjęcia czy filmiki na story, to sekundy czy minuty z 24 godzin. Jasne jest też, że nie nagrywam kłótni dziewczyn, nie nagrywam płaczu Jaśka czy bałaganu, który "się" wytworzył (chociaż czasem uchylam rąbka tajemnicy, że różowo nie jest 😛). Jeśli więc wrzucam na story, że od rana jesteśmy na dworze, ja ogarniam podwórko, dzieci się bawią same, albo organizuję im jakąś zabawę, w którą się angażuję i do tego w międzyczasie robi się pranie, to prawie na pewno sterta suchych ubrań czeka na złożenie, a na obiad jemy wczorajsze danie albo mrożone pierogi (ze sklepu, nie żadne moje zapasy). Priorytetem jest, żeby dzieci były przebrane i najedzone. Cał...

Troje dzieci

    Jak to jest z trójką dzieci? Gdybyście zadali mi to pytanie pół roku temu, czyli gdy Janek miał miesiąc czy nawet dwa odpowiedziałabym (i tak odpowiadałam!), że super! Że fajnie, trzy Bączki w domu, że łatwo, że wiele się nie zmieniło, że czuję, że teraz mamy taką rodzinę, o jakiej marzyliśmy. Pół roku później natomiast, czyli teraz świadomie odpowiadam: CIĘŻKO. Skąd ta zmiana? Janek nie jest już noworodkiem, który je, śpi i robi kupę. Jest Asem, który wszędzie czworakuje, staje przy wszystkim z pewnością, że bez trzymanki też da radę i wszystko wkłada do buzi. Lila jak na dwulatkę przystało przechodzi bunt. Chociaż może to po prostu jej charakterek, bo jest zupełnie inna niż Zuzia i musimy się z tym pogodzić . Oprócz buntu ma też fazę mamozy, i kiedy chcę zniknąć nawet na moment w drugim pokoju trzyma się mnie jak ogonek. A Zuzia jako typowa czterolatka ma w sobie mnóstwo przeróżnych emocji. Jeszcze nie wszystkie potrafi nazwać, o poradzeniu nie wspominając. Dodatkowo po ...

Powrót

Witajcie po dłuuuugiej przerwie! Czemu zdecydowałam się wrócić do pisania? Bo to lubię. Nie wiem czy umiem i czy piątki i łzy wzruszenia Pani od polskiego w gimnazjum są wystarczająca rekomendacją, ale podobno dobrze się mnie czyta. Coraz więcej moich znajomych ma dzieci, podobne rozterki, problemy i radości. Przez ograniczone kontakty rodzinne spowodowane pandemią więcej zdjęć i filmików ląduje na moim story fejsbukowym czy instagramowym. To też miła odskocznia dla mnie. Piszę do mnie sporo dziewczyn ze swoimi refleksjami co jakiś czas podrzucając pomysł, żeby może pisać więcej, że może blog, że super się czyta. A ja przecież mam już swoje miejsce. Tylko muszę je wskrzesić :) . Część osób, która zaglądała tu do mnie regularnie na pewno zauważyła, że kilka wpisów ukryłam, bo były zbyt osobiste. Zmieniła się trochę szata graficzna. Jakie jeszcze zmiany? Przede wszystkim we mnie. Od pół roku jestem mamą trójki(!) wspaniałych dzieci. Niespełna czterolatki, dwulatki i półroczniaka . To naj...