Nie lubię fioletu. Jakoś tak nie pasuje mi i mam wrażenie, że to ciężki w pożyciu kolor. Natomiast jak żaden inny kolor, fiolet pasuje mi do listopada/grudnia. Adwent. I w głowie od razu ten fioletowy kolor. Wieniec, świece, wstążki, rekolekcje, przemyślenia i radosne oczekiwanie. Wszystko tak się ułożyło w ten weekend, że wczoraj moje rodzeństwo cioteczne nas odwiedziło. Osiemnaście osób oglądało Nowe Szaty Króla, grało w gry, jadło i rozmawiało. Muszę tutaj nadmienić, że rozstrzał wiekowy był dosyć duży: najstarszy uczestnik imprezy lat 29, zaś najmłodszy - 5. Popołudnie, wieczór i kawałek nocy minął nam zatem pod hasłem RODZINA. Dostaliśmy też 6 kaktusów, które pięknie będą zdobiły nasze salonowe okna :D Uwielbiam rodzinne spotkania i bardzo zależało mi i zależy nadal, żebyśmy mieli ze sobą taki kontakt. Nie tylko w Święta. Obawiałam się tego spotkania- czy wszyscy będą, czy jak już będą to będą aktywnie uczestniczyć, czy będą się dobrze bawić, czy wystarczy jedzenia? Dla takiej ...