Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z październik, 2016

czas

Będzie o różnych czasach. Nadszedł czas, żeby coś więcej o moich srokach rzec. Jakiś czas temu nabyłam maszynę do szycia nakręcona tematem poprawiania ubrań, szycia, tworzenia. Pomyślałam: wow, świetna sprawa! Po kilku próbach na starej maszynie babci(średnio raczej udanych) postanowiłam: kupuję maszynę! O ileż ja miałam planów! Będę szyć, poprawiać, siedzieć w domku i działać! Oj jakie było moje zdziwienie, że to wcale nie leci tak szybko jakbym chciała, że trzymanie się w ryzach wykroju jakoś mi nie leży... Zawsze coś nie tak mi się zszyło, coś się ciągnęło, coś uciekało. O suwakach krytych to w ogóle szkoda wspominać...  Odłożyłam na chwilę moją karierę krawiecką na rzecz dziergania. Coś tam opanowałam na tym szydełku, trochę sobie przypomniałam no i jakoś leciało. Ale za drzwiami wciąż stała ta maszyna... No nie mogę jej zrobić tego samego, co gitarze(o tym kiedy indziej). Poszewki! To jest to! Zszyty kwadrat. Z suwakiem albo na zakładkę. Dam radę! No i wróciłam do maszyny....

szczęście

Taka myśl naszła mnie rano, gdy mój mąż wychodząc z domu ucałował mnie czule, a pod moim łóżkiem spał nasz pies: jakie to jest szczęście! To nic, że gorączka i gardło skrzypiące, że trzeba z tym psem wyjść, że trzeba na męża czekać, bo kolejny weekend sportowo zajęty, że sterta prasowania czeka już od kilku dni. Wstałam, ubrałam się ciepło i wyszłam. Całkiem niezła ta pogoda nawet - pomyślałam. Kiedy kolejny raz rzucałam Forestowi patyk zaczęło padać. No cóż... można się było tego spodziewać. Kaptur na głowę i powrót do domu. Karma dla psiny, herbata dla mnie. Deska do prasowania, żelazko i sterta ciuchów. No kiedyś trzeba to zrobić. Trafiło, że dzisiaj. Macham więc tym żelazkiem kolejną parę spodni i patrzę jak ta nasza psina przynosi swój kojec w zębach do salonu i układa się zaraz przy desce, na której prasuję. Wygląda tak słodko, że nachodzi mnie kolejny raz myśl, że to ogromne szczęście! Że te ubrania mam dla kogo prasować, że ta psina ma się do kogo przytulić, że mamy o kogo...

marzenia

Czemu 'wszystkie sroki...za ogon"? A no dlatego, że mam w  głowie milion pomysłów na siebie, na swoje życie i łapię te przysłowiowe sroki za ogon. Ciągle wymyślam sobie nowe zajęcia, bardzo szybko się przy tym zniechęcając i analizując. Może to będzie miejsce, które da mi małą stabilizację? Może to jest dobry pomysł? A może kolejna sroka na chwilę? Oby na dłuższą... Wnioski z dnia dzisiejszego: nie warto rezygnować z siebie.