Przejdź do głównej zawartości

czas


Będzie o różnych czasach.
Nadszedł czas, żeby coś więcej o moich srokach rzec. Jakiś czas temu nabyłam maszynę do szycia nakręcona tematem poprawiania ubrań, szycia, tworzenia. Pomyślałam: wow, świetna sprawa! Po kilku próbach na starej maszynie babci(średnio raczej udanych) postanowiłam: kupuję maszynę! O ileż ja miałam planów! Będę szyć, poprawiać, siedzieć w domku i działać! Oj jakie było moje zdziwienie, że to wcale nie leci tak szybko jakbym chciała, że trzymanie się w ryzach wykroju jakoś mi nie leży... Zawsze coś nie tak mi się zszyło, coś się ciągnęło, coś uciekało. O suwakach krytych to w ogóle szkoda wspominać...  Odłożyłam na chwilę moją karierę krawiecką na rzecz dziergania. Coś tam opanowałam na tym szydełku, trochę sobie przypomniałam no i jakoś leciało. Ale za drzwiami wciąż stała ta maszyna... No nie mogę jej zrobić tego samego, co gitarze(o tym kiedy indziej). Poszewki! To jest to! Zszyty kwadrat. Z suwakiem albo na zakładkę. Dam radę! No i wróciłam do maszyny. Oprócz poszewek zaczęłam szyć jakieś zwierzątka: sówki, króliki, a i jakąś torbę mi się zdarzyło stworzyć. To jedna z moich srok, którą bardzo lubię :)
A co do innych czasów, to doba jakaś krótka. Praca zawodowa pochłania dosyć dużą część mojego dnia, mąż i pies też (a raczej przede wszystkim) zasługują na uwagę ;) Zatem to moje szycie nie wygląda tak, jakbym sobie tego życzyła. Ale próbuję. Motywująco działają na mnie zlecenia i kolejne pomysły mojej przyjaciółki, która podrzuca mi coraz to nowe szyciowe stwory :) Coraz łatwiej idzie mi zaplanowanie w czasie różnych zadań. Cały czas się tego uczę.

Wnioski na dziś: nie ma się spinać-we wszystkim nie da się być perfekcyjną ;)

PS
Stempelek i etykietka ze zdjęcia z rencami.pl :)



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...