Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia, drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia, jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszukanych" przez "upiększany" obraz macierzyństwa..
To jak jest u mnie?
Różnie, ale cudownie. Przez chwilę mieliśmy epizod z kolkami / bolącym brzuszkiem. Kiedy serio na zmianę pół nocy nosiliśmy małą na rękach a ona wciąż płakała nie było różowo. Były chwile, że płakałam razem z nią. Ze zmęczenia, z bezsilności i z nerwów. Czasem musiałam ją odłożyć płaczącą, żebym ja sama mogła się uspokoić a dopiero potem zająć się uspokajaniem córki. Ale dzieci mają to do siebie, że płaczą. I to nie na złość rodzicom. Szczególnie te malutkie. One inaczej nie potrafią przekazać, że pielucha mokra, że od 10 minut nic nie jadły albo, że potrzebują się przytulić. Właśnie dziś 74637 raz w ciągu ostatniej godziny.
Od tygodnia jestem sama. O przepraszam: z córką i psem. Mąż wyjechał na dwa tygodnie. Więc kąpanie czy noszenie płaczka ogarniam sama. Co więcej: robię pranie, prasuję, czasem usiądę do maszyny. Zdarzy mi się zjeść i umyć nawet. Nie, moje dziecko nie przesypia całych dni. Powiem więcej: najdłuższa drzemka w ciągu dnia trwa ok 20 minut. Pozostałe to przysypianie przy piersi, na rękach a po odlozeniu pobudka gwarantowana po maksymalnie 10 minutach. Realnie jest to 5 minut :) Także wszystko robię z małą na rękach lub w chuście. Czy narzekam? Nie. Uważam, że to dobry czas. Czasem piękny, czasem mniej. Ale dziecko raz ma 8 tygodni. Za jakiś czas nie będzie chciało się tak tulić. Czy ogranicza mnie dziecko? Pewnie! Nie mogę wyjść sobie w każdej chwili, nie mogę wejść do każdego sklepu czy pojechać spontanicznie np nad wodę. Ale mogę to zaplanować i zrobić to z moją córką. Jest to bardziej skomplikowane ale możliwe. I nie mam poczucia, że coś mnie omija. Wesele czy grill u znajomych? Żaden problem. Mała jedzie z nami. Czy zawiodło mnie macierzyństwo? Nie. Nie miałam wielkich oczekiwań. Spodziewałam się, że może być ciężko. Chociaż jedno mnie zawiodło. Zaplanowalam sobie urlop macierzyński. Co będę robić, jak mała będzie spać. Cofając się kilka zdań już wiadomo, że skoro nie śpi w dzień, moje plany leżą odłogiem. Przyjdzie i na nie czas.
Jutro wybieramy się w podróż 200 km samochodem. Ja i ona. Nie wiem jak będzie. Może zwrócę po 50 km twierdząc, że szkoda nerwów i jej, i moich. Może dojedziemy bez żadnych łez i zgrzytania zębami. Ale jedziemy zobaczyć się z tatą i spędzić trochę czasu w otoczeniu jezior. Damy radę!
W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...
Komentarze
Prześlij komentarz