Przejdź do głównej zawartości

szczęście


Taka myśl naszła mnie rano, gdy mój mąż wychodząc z domu ucałował mnie czule, a pod moim łóżkiem spał nasz pies: jakie to jest szczęście! To nic, że gorączka i gardło skrzypiące, że trzeba z tym psem wyjść, że trzeba na męża czekać, bo kolejny weekend sportowo zajęty, że sterta prasowania czeka już od kilku dni. Wstałam, ubrałam się ciepło i wyszłam. Całkiem niezła ta pogoda nawet - pomyślałam. Kiedy kolejny raz rzucałam Forestowi patyk zaczęło padać. No cóż... można się było tego spodziewać. Kaptur na głowę i powrót do domu. Karma dla psiny, herbata dla mnie. Deska do prasowania, żelazko i sterta ciuchów. No kiedyś trzeba to zrobić. Trafiło, że dzisiaj. Macham więc tym żelazkiem kolejną parę spodni i patrzę jak ta nasza psina przynosi swój kojec w zębach do salonu i układa się zaraz przy desce, na której prasuję. Wygląda tak słodko, że nachodzi mnie kolejny raz myśl, że to ogromne szczęście! Że te ubrania mam dla kogo prasować, że ta psina ma się do kogo przytulić, że mamy o kogo dbać, że mamy dla kogo żyć! I jakkolwiek patetycznie i górnolotnie to nie zabrzmi, trzeba doceniać to, co mamy! Piszę to, żeby jak kolejny raz nadejdzie gorszy dzień i poczucie beznadziejności móc przeczytać swoje własne słowa i spostrzeżenia. Żeby szybko wziąć się w garść i przestać narzekać, bo mam ogromne szczęście. 
Obiecuję, że następny post będzie o moich bardziej lub mniej szalonych pomysłach na życie :)

Wnioski z dnia wczorajszego: jeśli chcesz złożyć szafkę, w pobliżu nie ma męża a karton okazuje się silniejszy od Ciebie- zawołaj swojego psa: poradzi sobie i z kartonem i z kawałkiem szafki w 3 sekundy! ;)

Wnioski z dnia dzisiejszego: doceniać! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...