Nie lubię fioletu. Jakoś tak nie pasuje mi i mam wrażenie, że to ciężki w pożyciu kolor. Natomiast jak żaden inny kolor, fiolet pasuje mi do listopada/grudnia. Adwent. I w głowie od razu ten fioletowy kolor. Wieniec, świece, wstążki, rekolekcje, przemyślenia i radosne oczekiwanie.
Wszystko tak się ułożyło w ten weekend, że wczoraj moje rodzeństwo cioteczne nas odwiedziło. Osiemnaście osób oglądało Nowe Szaty Króla, grało w gry, jadło i rozmawiało. Muszę tutaj nadmienić, że rozstrzał wiekowy był dosyć duży: najstarszy uczestnik imprezy lat 29, zaś najmłodszy - 5. Popołudnie, wieczór i kawałek nocy minął nam zatem pod hasłem RODZINA. Dostaliśmy też 6 kaktusów, które pięknie będą zdobiły nasze salonowe okna :D Uwielbiam rodzinne spotkania i bardzo zależało mi i zależy nadal, żebyśmy mieli ze sobą taki kontakt. Nie tylko w Święta. Obawiałam się tego spotkania- czy wszyscy będą, czy jak już będą to będą aktywnie uczestniczyć, czy będą się dobrze bawić, czy wystarczy jedzenia? Dla takiej gromadki to wcale nie jest takie proste przygotować wystarczającą miskę :D Jestem mega szczęśliwa, bo mimo moich stresów wszyscy wyglądali na zadowolonych. Każdy znalazł coś dla siebie. Była kupa śmiechu i zabawy. Skąd taki początek postu, kiedy w siódmym zdaniu zmieniam wątek diametralnie? A no dziś zaczyna się Adwent i rekolekcje w mojej Parafii, a do tego mam za co dziękować. Za co dziękować i czego oczekiwać. Dziękować za wspaniałą rodzinę. Rodzinę, która wiem, że JEST. Tę rodzinę, którą mam już od jakiegoś czasu ( ;) ) i tę, którą dopiero zaczynamy z Mężem tworzyć. Oczekiwać kolejnych rodzinnych spotkań (Święta już za moment!) i powiększenia się tej i tak pokaźnej gromadki. Nasze oczekiwanie nie skończy się wraz z Adwentem. Potrawa jeszcze ładnych parę miesięcy. Głęboko wierzę w to, że wszystko będzie dobrze i będzie to czas ogromnej radości i przygotowań na przyjście nowego Człowieka. Mam nadzieję, że zdążymy się odpowiednio przygotować zarówno na naszego małego Człowieczka, jak i na Narodziny Najwyższego i te Święta będą wyjątkowe.
Wszystko tak się ułożyło w ten weekend, że wczoraj moje rodzeństwo cioteczne nas odwiedziło. Osiemnaście osób oglądało Nowe Szaty Króla, grało w gry, jadło i rozmawiało. Muszę tutaj nadmienić, że rozstrzał wiekowy był dosyć duży: najstarszy uczestnik imprezy lat 29, zaś najmłodszy - 5. Popołudnie, wieczór i kawałek nocy minął nam zatem pod hasłem RODZINA. Dostaliśmy też 6 kaktusów, które pięknie będą zdobiły nasze salonowe okna :D Uwielbiam rodzinne spotkania i bardzo zależało mi i zależy nadal, żebyśmy mieli ze sobą taki kontakt. Nie tylko w Święta. Obawiałam się tego spotkania- czy wszyscy będą, czy jak już będą to będą aktywnie uczestniczyć, czy będą się dobrze bawić, czy wystarczy jedzenia? Dla takiej gromadki to wcale nie jest takie proste przygotować wystarczającą miskę :D Jestem mega szczęśliwa, bo mimo moich stresów wszyscy wyglądali na zadowolonych. Każdy znalazł coś dla siebie. Była kupa śmiechu i zabawy. Skąd taki początek postu, kiedy w siódmym zdaniu zmieniam wątek diametralnie? A no dziś zaczyna się Adwent i rekolekcje w mojej Parafii, a do tego mam za co dziękować. Za co dziękować i czego oczekiwać. Dziękować za wspaniałą rodzinę. Rodzinę, która wiem, że JEST. Tę rodzinę, którą mam już od jakiegoś czasu ( ;) ) i tę, którą dopiero zaczynamy z Mężem tworzyć. Oczekiwać kolejnych rodzinnych spotkań (Święta już za moment!) i powiększenia się tej i tak pokaźnej gromadki. Nasze oczekiwanie nie skończy się wraz z Adwentem. Potrawa jeszcze ładnych parę miesięcy. Głęboko wierzę w to, że wszystko będzie dobrze i będzie to czas ogromnej radości i przygotowań na przyjście nowego Człowieka. Mam nadzieję, że zdążymy się odpowiednio przygotować zarówno na naszego małego Człowieczka, jak i na Narodziny Najwyższego i te Święta będą wyjątkowe.

Komentarze
Prześlij komentarz