Przejdź do głównej zawartości

chances, changes


Chciałabym zachować chronologię, zatem zacznę od okresu przedświątecznego. Wtedy też zaczęłam swoje "changes". Z racji na mój błogosławiony stan postanowiłam, że nie zostawię nic na ostatnią chwilę, skrzętnie zaplanuję sprzątanie, gotowanie, zakupy. Część zadań przypadła mężowi, część zostawiłam sobie. Na każdy dzień wpisałam kilka pozycji do zrealizowania. I tak na kilka dni do przodu. Pierwszy dzień wypadł super! "Odhaczykowałam" wszystkie pozycje z danego dnia + dwie z dnia następnego. Spoko wyszło, bo następnego dnia nie czułam się już tak świetnie. Mdłości, ciągły głód i ogólne osłabienie skutecznie uniemożliwiły mi walkę z przedświątecznymi porządkami. Małymi krokami, czasem z opóźnieniem, ale realizowałam swój plan. Jaka ja byłam z siebie dumna! Żeby nie było jednak tak kolorowo, to zostało mi kilka rzeczy na ostatnią chwilę... Mąż by jeszcze pomyślał, że ktoś mu żonę podmienił, że wszystko gotowe zawczasu ;) Dotrwałam do Świąt. Cudownych Świąt! Rodzinnych, ciepłych, z mnóstwem śmiechu, dzieci, jedzenia (co dla nie bardzo istotne, bo pożeram dosłownie wszystko). Męczących, bo prawie zasypiałam na stojąco, ale cudownie męczących. Takich Świąt życzę sobie i wszystkim innym. Potem było oczekiwanie na Nowy Rok. Sylwestra spędziliśmy w domu. Ze względu na huśtawki mojego samopoczucia, senność dość wczesną jak na Sylwestrową noc i z wygody. W końcu mogliśmy pobyć sami, wypić szampana (niech żyje ten, kto wymyślił Piccolo!) i zjeść niekoniecznie zdrowe rzeczy :D. To ostatnie dotyczy w zasadzie mojego męża, ja jem jak już pisałam wyżej wszystko, za to mąż wiecznie na diecie. Ale na czas świąteczny odpuścił. Na szczęście :D Pisząc ten post jestem w 13 tygodniu ciąży. Trzynasty tydzień i dwa dni. Mdłości (sporadyczne, ale jednak) i słabsze samopoczucie do południa minęło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.  Trochę boję się przyznać to głośno, ale wszystko się dobrze układa. Jutro wizyta u ginekologa i badanie przezierności karkowej. Trochę stres, ale jestem dobrej myśli. Jako, że wróciły mi siły zaczęłam planować Nowy Rok. Ma to być MÓJ ROK. NASZ ROK. Najpierw wypisałam sobie plany szyciowe. Dziś zrobiłam porządki wstępne w materiałach. Jak się uda, jutro zacznę tworzyć. Zapisuje sobie wszystko, żeby nic nie zgubić. Mam nadzieję, że wystarczy mi tej energii i motywacji. Dodatkowo zagłębiam się powoli  w tajniki macierzyństwa, czytam, sprawdzam, mierzę. Mierzę, gdzie w sypialni zmieści się łóżeczko, szafka dla maluszka. I towarzyszy mi przekonanie, że to będzie dziewczynka. Nie wiem na ile to przeczucie, a na ile siła sugestii mojego męża. Zobaczymy już całkiem niedługo. Powrócił też temat budowy domu. Wymarzonego, pod lasem. Damy radę. Bo jak nie my, to kto?

PS
Wczoraj odwiedziliśmy schronisko, z którego mamy naszego czworonoga. Polecam każdemu, odpowiedzialnemu człowiekowi psa ze schroniska. Niesamowicie wdzięczne zwierzęta, wszystkie zasługujące na kochający dom. Nie wyobrażam sobie naszego domu, bez Foresta. Mieliśmy pełno obaw: bo praca, bo weterynarz, bo koszty, bo to duży pies, bo już sobie nie wyjedziemy nigdzie... Guzik! Wszystko można zorganizować. Trzeba tylko chcieć! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...