Przejdź do głównej zawartości

sroki

Okazuje się, że łapanie wszystkich srok za ogon cale nie idzie mi tak dobrze, jak to planowałam...;) Najlepiej obrazuje to data ostatniego posta...No nic.
Cały czas szyję, ale w duuużo mniejszej ilości. Rosnący brzuch uniemożliwia mi taką aktywność, jak na początku ciąży. Trochę więcej się ruszam, co by moje plecy jak najmniej cierpiały. Dzieciątko rozwija się dobrze - to już 29 tydzień! Będzie córa! Tata pęka z dumy, zakupił nawet pierwsze buty dla Młodej Damy :D Na ostatnim USG Mała pokazała nam, jak bardzo jest wygimnastykowana. No bo czy trzymacie stópek przy głowie zdarza Wam się często?? No właśnie... Także zadatki na sportowca są - tata dumny jeszcze bardziej i już planuje kolejną CÓRKĘ. Także to tak... ;) Wyprawka powoli się kompletuje. Wiem, wiem - planowałam zrobić to dużo wcześniej, sukcesywnie kupując różne potrzebne rzeczy, a w 7 miesiącu mieć spakowaną torbę tak w razie czego. No... to do torby jeszcze kilka rzeczy muszę zamówić, ale chyba nie jesteśmy z tą całą listą w lesie.
Czekam wciąż na lepszą pogodę, żeby w końcu zadbać o nasz mini ogródek. Przydałoby się posiać i posadzić kwiatki, przyciąć trawę wokół skalniaka i naprawić płotek, który nasz pies ze swoim kolegą-chwilowym przybłędą postanowił "przestawić". Lepszej pogody potrzebuję też do lepszego funkcjonowania. Nie mogę doczekać się noszenia letnich rzeczy, a może nawet bardziej wiosennych. Bez kurtki, bez kaptura, bez chustki chroniącej od wiatru... Głęboko liczę na to, że majówka będzie tym momentem, kiedy temperatura zacznie wzrastać.
Z najbardziej aktualnych rzeczy: nie wierzcie, że sport to zdrowie. Mój mąż prowadząc SKS z młodzieżą i przy okazji grając w piłkę nożną złamał nos :) Jak zobaczyłam go wracającego z pracy, z zakrwawionymi rękami byłam pewna, że ma kontuzję dłoni/rąk... A tutaj niespodzianka : "Chyba złamałem nos...". Popołudnie zatem spędziliśmy na SORze. Będzie żył :D 
Przed nami sporo decyzji, działań i wyzwań. Na razie bez szczegółów. Wierzę, że wszystko uda się ułożyć i pogodzić. I może da mi się częściej coś pisać?


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...