Zbierałam się i zbierałam żeby napisać post o mojej wyprawce. Ale nie taki, że co to ja wzięłam do torby i jak to spakowałam. W internecie pełno jest takich postów, w dodatku pochodzą od ludzi, którzy jakieś tam doświadczenie jednak mają. Po moim pobycie w szpitalu pod koniec maja uznałam, że trzeba to zrobić już. Przygotować i spakować wyprawkę. Przygotowałam rzeczy dla siebie i Córki. Spakowalam do jednej torby swoje rzeczy z listy. Rzeczy córki postanowiłam spakować chwilę pozniej. Przecież wszystkie są na komodzie, gotowe do zabrania. W razie czego wszystko jest pod ręką, tak? No i spakowalam je w minioną sobotę, 24.06.2017. Nie,nie w drodze na porodówkę. W niedzielę wybrałam się na imieniny wujka. Garden party od jakiegoś czasu. Uwielbiam, bo przyjeżdża cała rodzina. Niestety mój Mąż nie mógł że mną jechać. Ze względu na mój zaawansowany stan w razie czego na sygnale do szpitala miał mnie więc brat. No ale spoko. Przetrwałam imprezę, noszenie na rękach prawie roczniaka, podróż do szpitala z moim chrzesniakiem, który rozciął głowę, że aż trzeba było szyć i wieczorny spacer z Mężem i psem. O 3:14 obudziłam się na siusiu jak sądziłam. No okazało się się, że może i owszem... Ale oprócz tego odeszły mi wody. No minę miałam nietęgą. Sprawdziłam czy wszystko spakowałam, ułożyłam dokumenty szpitalne. Skurcze miałamvnieregularne i raczej niebolesne. Obudziłam męża. On postanowił się jeszcze okolic :D zebraliśmy rzeczy i pojechaliśmy. W szpitalu zaczęłam odczuwać bolesne skurcze, jednak wciąż nie były regularne. Ze względu na ułożenie córy poród odbył się przez cesarskie cięcie. O tym może kiedyś. O 8:52 na świat przyszła nasza Córka. Nawet pisząc to mocno się wzruszam. Bałam się tego spotkania. Nie bałam się porodu, nie bałam się bólu (niesłusznie). Bałam się tych wszystkich artykułów, które mówiły, że inaczej wyobrażamy sobie swoje dziecko, że nie potrafiły pokochać swoich dzieci od pierwszego wejrzenia. Kiedy usłyszałam płacz Córki nie mogłam powstrzymać łez. Potem położono mi ją na klatce piersiowej i mogłam chwilę się z nią przywitać. Nigdy tego nie zapomnę. Najcudowniejszy moment w życiu. Od razu się zakochałam! Nie mogło być inaczej, bo nasza pierworodna nie dość, że jest przeurocza i kochana to jeszcze grzeczna. Dobra wiem, wiem za chwike wszystko może się zmienić. Ale cieszę się tymi momentami tu i teraz. Gdy trafiłam już na salę czekał na mnie Mąż. Jeszcze nie widział Córki. Przywieźli ja chwike po mnie. Ja nie mogłam się ruszać przez 12 godzin, więc to on podawał mi dzieciątko, to on opisywał jaka jest śliczna i pokazywał zdjęcia. Znowu wzruszenie. I wtedy, i teraz gdy to piszę. Nie wyobrażałam sobie, że to tak cudownie wygląda. I o ile ból nie jest przyjemny, ba-jest dokuczliwy to było warto. Najcudowniejsza istotka jest już z nami. Pokazuje nam, że można kochać tak bardzo i tak bezinteresownie. Nie wszystko jest proste i oczywiste jak się czyta w książkach, na blogach czy forach. Ale ta miłość jest PROSTA, OCZYWISTA i OGROMNA. Po ślubie wiedziałam, że tworzymy rodzinę. A nawet przed, w końcu komórkę rodzinną tworzylismy już chwilkę przed sakramentalnym tak. Nie myślałam o tym nigdy w ten sposób, ale też nie miałam ku temu okazji. Teraz czuje się jeszcze bardziej RODZINĄ niż kiedykolwiek wcześniej. Dziękuję, że mam takiego wspaniałego Męża, który jest przy nas, dba o nas i mas kocha. Za zaangażowanie, które nie zawsze jest takie proste i oczywiste. Kocham Ciebie i naszą nowonarodzoną Córeczkę najmocniej jak umiem!
W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...
Komentarze
Prześlij komentarz