Dziś o 8:52 minęły cztery tygodnie, odkąd jest z nami nasza córka. Dużo i niedużo. Coś już o sobie wiemy. Nie możemy narzekać na nasze dziecko. Są gorsze dni i noce-wiadomo. Ale nawet nieświadomy uśmiech przez sen wynagradza niewyspanie. Wiemy już, że nasze dziecko bardzo, ale to bardzo nie lubi, gdy jest jej za ciepło. Głośno informuje, że czapeczka lub body z długim rękawem w słoneczny dzień to gruba przesada. Wody w wanience musi być tyle, żeby zakrywała brzuszek-inaczej kąpiel jest średnią przyjemnością i dla nas, i dla naszej córki. Otwieranie buzi i ssanie powietrza nie zawsze oznacza głód-czasem to chęć przytulenia się do piersi i zaśnięcie. Jak jest kolka-dobey sposób na ukojenie z dnia poprzedniego wcale nie musi zadziałać dziś... Sporo dowiedziałam się też o sobie. Okazuje się, że prysznic można brać krócej, że makijaż jest przereklamowany i w zupełności wystarczy maznąć rzęsy tuszem. A i to nie zawsze. Można jednocześnie zaciskać zęby ze złości, płakać z bezsilności i kiwać głową ze zrozumieniem, że przecież ten mały szkrab nie umie inaczej okazywać emocji/potrzeb niż przez płacz...
Początkowo myślałam, że czas mi się dłuży. Że kurde dopiero 3 tygodnie? Mam wrażenie, że już 3 miesiące minęły. Może dlatego, że bardzo dobrze się czuję. Szybko doszłam do siebie i już dwa tygodnie po porodzie byliśmy razem z córką na grillu. Towarzyska jest, zabieramy ją wszędzie :D Dziś jednak układałam ubranka i część musiałam odłożyć, bo zrobiły się za małe. Kiedy ona tak urosła? Widzę, że jest coraz większa, powoli coraz bardziej świadoma. I tak składając te ubranka naszła mnie taka myśl, że to ogromne szczęście ale i odpowiedzialność. Odpowiedzialność za ukształtowanie tego małego człowieka. I takie mam ogromne życzenie, żeby udało nam się wychować ją na dobrego człowieka.
W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...
Komentarze
Prześlij komentarz