Przejdź do głównej zawartości

Dzień dziecka

Będąc w liceum zostałam mamą chrzestną. Obiecałam sobie wtedy, że będę chrzestną obecną, dającą czas, a nie prezenty ( nie tylko :)). Początki były łatwiejsze : bez własnej rodziny mogłam skupić się na chrześniaku i różne okazje ( czy zwykłe dni) spędzać w jego towarzystwie. Schody zaczęły się, gdy 'dorobiłam się' swoich dzieci. I to sztuk trzy :D. Fakt, że ten maluch staje się dorastającym chłopcem też nie bardzo pomaga, bo trochę gorzej wyczuć potrzeby takiego prawie nastolatka niż kilkuletniego brzdąca. Staram się jak mogę, żeby mimo wszystko dawać CZAS i wspomnienia. Nie tylko gadżety.

W związku z i tak ogromną ilością zabawek naszych dzieci, my nie kupujemy im nic na dzień dziecka. Może uda nam się wyskoczyć do zoo, może pizza czy rodzinne lody. Jeśli nie teraz, to za tydzień czy dwa. A nawet za miesiąc. Na tyle na ile to możliwe staramy się na co dzień pokazywać dzieciakom różne fajne miejsca, być wszyscy razem w miarę możliwości.

"Ale dzień dziecka jest raz w roku!" Dzień dziecka może i tak. Ale jest mnóstwo innych okazji, kiedy dzieciaki dostają prezenty. Urodziny, imieniny, święta jedne, drugie... Dodatkowo jeśli dzieci jest więcej niż jedno, często 'drobiazg' kupuje się też rodzeństwu. I zbiera się pokaźna kupka zabawek 😊  Dom nie jest z gumy :D A chętnych do obdarowywania nie brakuje :D

Niestety świat nie jest idealny i CZASU wszyscy mamy coraz mniej... Dlatego absolutnie nie krytykuję kupowania prezentów! Pokazuję jedynie mój punkt widzenia. 

Dlatego jutro lokalnie ruszamy na dzień dziecka z dmuchanymi atrakcjami i animacjami, a potem spodziewamy się kilkorga gości. I małych, i dużych :)

A Wy jakie macie plany na jutrzejszy dzień?

Komentarze

  1. Dla mnie ten Dzień Dziecka był wyjątkowy -pierwszy jako mama dwójki i pierwszy tak wyjątkowo świętowany -z Wami❤

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...