Witajcie po dłuuuugiej przerwie! Czemu zdecydowałam się wrócić do pisania? Bo to lubię. Nie wiem czy umiem i czy piątki i łzy wzruszenia Pani od polskiego w gimnazjum są wystarczająca rekomendacją, ale podobno dobrze się mnie czyta. Coraz więcej moich znajomych ma dzieci, podobne rozterki, problemy i radości. Przez ograniczone kontakty rodzinne spowodowane pandemią więcej zdjęć i filmików ląduje na moim story fejsbukowym czy instagramowym. To też miła odskocznia dla mnie. Piszę do mnie sporo dziewczyn ze swoimi refleksjami co jakiś czas podrzucając pomysł, żeby może pisać więcej, że może blog, że super się czyta. A ja przecież mam już swoje miejsce. Tylko muszę je wskrzesić :) .Część osób, która zaglądała tu do mnie regularnie na pewno zauważyła, że kilka wpisów ukryłam, bo były zbyt osobiste. Zmieniła się trochę szata graficzna. Jakie jeszcze zmiany? Przede wszystkim we mnie. Od pół roku jestem mamą trójki(!) wspaniałych dzieci. Niespełna czterolatki, dwulatki i półroczniaka. To największa i najważniejsza zmiana jaka nastąpiła podczas mojej nieobecności na blogu. Stałam się bardziej świadoma siebie, tego co robię i tego, czego oczekuję. Jednocześnie bywam też bardziej zagubiona. Bo to aż troje małych ludzi do wprowadzenia do świata. Do nauki życia. Do pokazania tylu rzeczy i wytłumaczenia. Oprócz bycia mamą jestem też żoną. To kolejna rola, która dostarcza dreszczyku emocji :) . Bo umówmy się : ani wychowywanie dzieci, ani trwanie w związku (długoletnim szczególnie) nie jest bułką z masłem. Przede wszystkim jednak jestem po prostu kobietą. Przyznaję, że czasem sama nie wiem o co mi chodzi, ale chodzi mi o to bardzo mocno. Brakuje mi przestrzeni tylko dla siebie, a ta, którą uda mi się czasem stworzyć cieszy niemiłosiernie i przypomina, jak ważnym jest elementem życia. Określam powoli swoje miejsce w świecie. Dosłownie i w przenośni. Dosłownie, bo wiosenne działania na działce się intensyfikują, w przenośni - bo czuję, że wiem, gdzie chcę być. Czeka mnie ogrom pracy, potrzebuję oceanu cierpliwości, morza samodyscypliny i... Zrozumienia. Jak na powitanie po przerwie, to całkiem nieźle się rozwinęłam. Na pewno więcej będę zdradzać kolejnymi wpisami.
W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Cześć po przerwie! Łzy wzruszenia pani od polskiego na pewno były uzasadnione, bo faktycznie super się czyta!
OdpowiedzUsuńDziękuję. To będę pisać więcej! ;)
UsuńCieszę się na Twój powrót i potwierdzam, że super się czyta! Czekam na więcej! ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję ♥
UsuńDziękuję ♥
UsuńPrzeczytane od deski do deski :) czekam na kolejne wpisy. Powodzenia i dużo czasu na pisanie!
OdpowiedzUsuń