Macie czasem wrażenie, że doba jest za krótka? Że obowiązków za dużo? Że nie wyrobicie się z czymś? Pewnie tak. Ja tak mam od jakiegoś czasu.
Zrobiło się ciepło - super, ale to dołożyło mi obowiązków.
Od rana do wieczora najlepiej być na dworze, korzystać z pięknej pogody. Szkoda siedzieć w domu, gdy ma się świadomość jak to lato w Polsce potrafi wyglądać. Roślinkom też sprzyja słoneczko. Chwastom szczególnie
Żeby więc cieszyć się swoimi warzywami i owocami, trzeba poświęcić czas na pielenie. No i podlewanie. Przy prawie 30 arach działki, drzewach owocowych, warzywach, krzaczkach i kwiatach jest co robić. Dodatkowo trzeba coś jeść. O ile ja mogłabym na szybko wrzucić coś na ząb, zająć się praca i pewnie zapomnieć, że jadłam śniadanie a tu dochodzi czas podwieczorku, o tyle trzy małe buzie potrafią już oznajmić, że są głodne i byle czym się nie zadowolą
No i pranie. No w czymś trzeba chodzić. O ile prawdopodobieństwo, że ktoś zobaczyłby mnie w stroju Ewy na działce, jeśli zabrakło by mi czystych rzeczy jest znikome, o tyle jedno z dzieci jest przedszkolne plus mąż też wychodzi do ludzi :D Żeby była jasność : nie muszę prać na tarze w rzece. Nie, nie. Mam pralkę. Ale to pranie trzeba załadować, potem wyjąć, rozwiesić, zebrać jak wyschnie, złożyć i schować do szaf. A z tym już się schodzi. Szczególnie z tym ostatnim
Lubię jak jest posprzątane. Jak podłoga jest czysta, pachnąca. Być może robiąc wszystko "na bieżąco" jest łatwiej. Czy tak umiem? To zależy. Kiedy Lila rozleje Mleko przy śniadaniu, idę NA BIEŻĄCO zetrzeć kałużę ze i spod stołu. W tym samym czasie Janek próbuje zjeść zawartość kosza na odpady bio, przesadzić kwiaty albo wejść na schody. Lecę więc i ratuję Janka. Stół zmyty, ale podłoga pod nim musi poczekać. "Mamo piciu!" i jęczący Jan, bo chyba już chce spać. Więc lecimy szybko na spanko. "Mamo na dwór!". Luz wychodzimy. O trzeba skosić trawę. Matko jedyna, te cegły czekają aż skończę to, co zaczęłam. Znowu pełno szyszek, może by je zamieść? W altance znowu armagedon. O i zielsko w warzywie. Znowu. O pranie się skończyło. Idę rozwiesić. Jezu już 10?! Biorę się za obiad. Kurczę, muszę napisać tekst na bloga. Dawno nic nie wrzucałam. "Mamo owocki!". Okej, choć mama przygotuję owoce. Boże, już 11. Biorę się za obiad. Jasiek, dawaj w nosidło. Lila, czas na drzemkę. Dobra, w miarę ogarnięte. Zaraz po Zuzię do autobusu. Kurde! Truskawki czekają na przerobienie!
To tylko fragment. Bo moją głowę zajmują też maile, które powinnam wysłać, muzyka, którą powinnam przygotować do pokazu, świadomość, że czeka mnie jeszcze pakowanie sprzętu, skrócenie spodni, zmiana pościeli i kilka innych rzeczy.
Padam wieczorem razem z dziećmi. Nie wiem czy umiem odpoczywać, bo moją głowę ciągle coś zajmuje. I nie wiem, czy to pogoda dołożyła mi obowiązków, czy to mityczna "kwestia chęci i organizacji" czy co, ale chyba trochę nie ogarniam
I lista rzeczy do zrobienia na już mi się wydłuża, a ja tak sobie czasem stanę i myślę od czego zacząć... Czy wyczyścić porządnie paznokcie po wczorajszym pieleniu, odkurzyć, czy może złożyć stertę prania. ![]()
PS
Zdjęcie z dzisiejszego poranka. Post pisałam karmiąc Janka, a gdy Lila poszła na drzemkę - a zanim położyłam spać Jasia - sprawdziłam błędy na komputerze i dodałam post. Stojąc nad laptopem i nogą trzymając lampę stojącą, którą Janek obrał sobie za cel. I ruszyłam na przystanek po Zuzię.
Taaa.... Życie matki z samonapędzającym się mechanizmem w głowie, bo żeby nie było mało roboty to lubimy sobie NA ODPOCZYNEK ciasto zrobić.... Albo nową rabatę założyć. Bo jak nie my to ktoooo?? 😀
OdpowiedzUsuńtaaa...żeby było miło haha
Usuń