Przejdź do głównej zawartości

Niedoczas

Macie czasem wrażenie, że doba jest za krótka? Że obowiązków za dużo? Że nie wyrobicie się z czymś? Pewnie tak. Ja tak mam od jakiegoś czasu. 

Zrobiło się ciepło - super, ale to dołożyło mi obowiązków. Od rana do wieczora najlepiej być na dworze, korzystać z pięknej pogody. Szkoda siedzieć w domu, gdy ma się świadomość jak to lato w Polsce potrafi wyglądać. Roślinkom też sprzyja słoneczko. Chwastom szczególnie 😂 Żeby więc cieszyć się swoimi warzywami i owocami, trzeba poświęcić czas na pielenie. No i podlewanie. Przy prawie 30 arach działki, drzewach owocowych, warzywach, krzaczkach i kwiatach jest co robić. Dodatkowo trzeba coś jeść. O ile ja mogłabym na szybko wrzucić coś na ząb, zająć się praca i pewnie zapomnieć, że jadłam śniadanie a tu dochodzi czas podwieczorku, o tyle trzy małe buzie potrafią już oznajmić, że są głodne i byle czym się nie zadowolą 😂 No i pranie. No w czymś trzeba chodzić. O ile prawdopodobieństwo, że ktoś zobaczyłby mnie w stroju Ewy na działce, jeśli zabrakło by mi czystych rzeczy jest znikome, o tyle jedno z dzieci jest przedszkolne plus mąż też wychodzi do ludzi :D Żeby była jasność : nie muszę prać na tarze w rzece. Nie, nie. Mam pralkę. Ale to pranie trzeba załadować, potem wyjąć, rozwiesić, zebrać jak wyschnie, złożyć i schować do szaf. A z tym już się schodzi. Szczególnie z tym ostatnim 🤪 

Lubię jak jest posprzątane. Jak podłoga jest czysta, pachnąca. Być może robiąc wszystko "na bieżąco" jest łatwiej. Czy tak umiem? To zależy. Kiedy Lila rozleje Mleko przy śniadaniu, idę NA BIEŻĄCO zetrzeć kałużę ze i spod stołu. W tym samym czasie Janek próbuje zjeść zawartość kosza na odpady bio, przesadzić kwiaty albo wejść na schody. Lecę więc i ratuję Janka. Stół zmyty, ale podłoga pod nim musi poczekać. "Mamo piciu!" i jęczący Jan, bo chyba już chce spać. Więc lecimy szybko na spanko. "Mamo na dwór!". Luz wychodzimy. O trzeba skosić trawę. Matko jedyna, te cegły czekają aż skończę to, co zaczęłam. Znowu pełno szyszek, może by je zamieść? W altance znowu armagedon. O i zielsko w warzywie. Znowu. O pranie się skończyło. Idę rozwiesić. Jezu już 10?! Biorę się za obiad. Kurczę, muszę napisać tekst na bloga. Dawno nic nie wrzucałam. "Mamo owocki!". Okej, choć mama przygotuję owoce. Boże, już 11. Biorę się za obiad. Jasiek, dawaj w nosidło. Lila, czas na drzemkę. Dobra, w miarę ogarnięte. Zaraz po Zuzię do autobusu. Kurde! Truskawki czekają na przerobienie! 

To tylko fragment. Bo moją głowę zajmują też maile, które powinnam wysłać, muzyka, którą powinnam przygotować do pokazu, świadomość, że czeka mnie jeszcze pakowanie sprzętu, skrócenie spodni, zmiana pościeli i kilka innych rzeczy. Padam wieczorem razem z dziećmi. Nie wiem czy umiem odpoczywać, bo moją głowę ciągle coś zajmuje. I nie wiem, czy to pogoda dołożyła mi obowiązków, czy to mityczna "kwestia chęci i organizacji" czy co, ale chyba trochę nie ogarniam 😂 I lista rzeczy do zrobienia na już mi się wydłuża, a ja tak sobie czasem stanę i myślę od czego zacząć... Czy wyczyścić porządnie paznokcie po wczorajszym pieleniu, odkurzyć, czy może złożyć stertę prania. 😂

PS
Zdjęcie z dzisiejszego poranka. Post pisałam karmiąc Janka, a gdy Lila poszła na drzemkę - a zanim położyłam spać Jasia - sprawdziłam błędy na komputerze i dodałam post. Stojąc nad laptopem i nogą trzymając lampę stojącą, którą Janek obrał sobie za cel. I ruszyłam na przystanek po Zuzię.

Komentarze

  1. Taaa.... Życie matki z samonapędzającym się mechanizmem w głowie, bo żeby nie było mało roboty to lubimy sobie NA ODPOCZYNEK ciasto zrobić.... Albo nową rabatę założyć. Bo jak nie my to ktoooo?? 😀

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...