Przejdź do głównej zawartości

Podsumowanie



Pisałam niedawno na jednym z insta story, że dojechała mnie końcówka roku. Post miał powstać wczesniej, ale... żyćko. Cofnijmy się zatem chwilę w czasie i już opowiadam, co ta końcówka roku mnie tak wymęczyła.

W sierpniu postanowiłam ujawnić to, nad czym myślałam i pracowałam jakiś czas. Ogłaszam wszem i wobec, że oto w sprzedaży pojawiają się kubki w trzech wzorach. Każdy z nich jest moim autorskim pomysłem, graficznie ogarniętym przez Paulę (♥). Widzę potencjał i co najważniejsze wierzę, że (szczególnie) żółte kubki #tylkospokójnasuratuje to coś, czego wielu kobietom potrzeba. Sprzedaż przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Wiadomo, na początku rodzina, znajomi, znajomi znajomych.



.. Co i tak niesamowicie cieszyło. Próbuję łączyć prace w domu, ogródku z opieką nad dziećmi, rozwijaniem bloga, instagrama i facebooka. Ten, kto prowadzi swoją firmę/konto w celach biznesowych wie, że to nie tak jak się pewnie części obserwującym wydaje : tu zdjęcie, tu coś napisać, wrzucić i kręci się.

No nie 😂 Frustruje mnie za krótka doba 😂 oraz to, że nie mogę wszystkiego zrobić sama. Ze nie mogę być zaangażowaną mamą trójki dzieci i jednocześnie rozwijać na 100% social media. W głowie pojawiają mi się kolejne pomysły, myślę już też o kolekcji świątecznej, układam sobie plan działania. Zapas kubków się kurczy, planuję zamówić kolejną partię. I tu pierwszy fakap : no sorry, ale tego wzoru już nie ma. Nie ma żółtych kubków. Może będą za tydzień, miesiąc, może za trzy... Albo wcale.

I wiecie co wtedy czułam? Yyyyy? No dobra, szukam innej firmy. Ale tego samego kształtu. Z pomocą przyszła Domi i przeszukała internet wzdłuż i wszerz. Są! Pięknie! Dzwonię, żeby omówić szczegóły zamówienia. Aaaa nie, żółtych to już nie ma. No i na razie nie wiadomo kiedy będą.

Mhm... Szukamy dalej. Brak, brak, brak.

Gdzieś były, ale w małej ilości i kosmicznej cenie. I brak możliwości nadruku w formie, którą miała pierwsza partia.

I pomyślcie sobie, co wtedy mogłam czuć. Wypuszczam autorski produkt, zaczyna się to jakoś kręcić, wszystko fajnie o nagle... nie ma produktu. I nie wiadomo kiedy i czy w ogóle będzie.

Pomyślałam, że muszę skupić się na tym, na co mam pływ i zajęłam się planowaniem świątecznej sprzedaży. Edycja świąteczna zakładała inny wygląd od tej standardowej, więc miałam większe pole manewru. Na Święta oprócz kubków miały wskoczyć do sprzedaży naturalne swiece sojowe. Tu wykazaliście się ogromnym zaufaniem do mnie, bo swiece dostępne były tylko w przedsprzedaży. Zamawiając pierwsza partię bałam się jaki będzie odzew. Jakie dostanę od Was recenzje po tym, jak otrzymacie finalny produkt. Mimo, że testowałam wcześniej te swiece, wąchałam je, paliłam... to stres miałam ogromny. Każda wiadomość od Was, że pięknie pachną, że chcecie zamówić kolejne dla siebie czy dla kogoś na prezent sprawiała mi ogromną radość! I trzymała na powierzchni, gdy np. moje kartony do pakowania jechały z Warszawy do Makowa przez Poznań, bo... nikt nie wiedział dlaczego. Albo gdy rozpakowywałam zamówione świąteczne kubki i okazywało się, że te w środkowych warstwach, w samym środku paczki (wydawałoby się świetnie zabezpieczonej) są potłuczone. Albo wtedy, gdy planowałam robić zdjęcia kubkom, świecom a moje dzieci miały inne plany na wieczór czy noc. O! Albo wtedy, gdy moja reklama na facebooku i instagramie została wstrzymana, rozpatrywanie odwołania trwało dłuższą chwilę i uruchomiono ją wieczorem przed zakończeniem drugiej przedsprzedaży świec 🤡. Wtedy te wszystkie wiadomości od Was dodawały mi skrzydeł. Grudzień to wiadomo pakowanie zamówień i wysyłki. W międzyczasie planowanie przygotowań do Świąt, prezenty (które w znakomitej większości kupiłam już w październiku ♥) no i wciąż ogarnianie domu i dzieci na bieżąco. Do całego zamieszania doszedł brak słońca, zimno... No i nastrój trochę jednak mi opadł. Odpuściłam sobie trochę 'biznesowe' social media, skupiłam się na dzieciakach, wrzucałam jakieś storiki na prywatne konto, bo to sprawia mi ogromną radość. Lubię też, gdy dajecie znać, że coś tam Was zainspirowało, coś 'pożyczacie' ode mnie czy piszecie, że 'dobrze, że nie tylko Wy tak macie'. Na Nowy Rok mam mnóstwo pomysłów na Wszystkie sroki za ogon. Mnóstwo mam też wątpliwości, czy dam radę. Bo jak już pisałam kieeeedyś w którymś wpisie : nie wszystko jest sprawą chęci i organizacji. To też zasoby, możliwości, czas, miejsce, szczęście i pewnie tysiąc innych rzeczy, które zdecydują, czy plan się powiedzie. I w jakiej formie. Nie będę Wam obiecywać, że będę więcej pisać. Będę próbować, a co wyjdzie - to Nowy Rok pokaże. Na pewno będziecie mnie mogli obserwować nadal na instagramie (głównie). Tam najłatwiej i najszybciej mi coś wrzucać i się z Wami komunikować. Jeśli lubicie mnie czytać, oglądać to, co tam wymyślam to będzie mi bardzo miło, jeśli czasem napiszecie, udostępnicie post czy podzielicie się swoimi refleksjami. Ja zamykam ten rok z poczuciem, że był dobry. Pod każdym względem. Kolejny na pewno przyniesie zmiany (jedna to "zmiana kodu na 3 z przodu" 🙈🤡😂😅🤭).

Życzę sobie i Wam, żebysmy z wszystkich zmian czerpali naukę. Jeśli wydają się być tymi na gorsze, to niech będą lekcją. Bądźmy dla siebie (siebie samych szczególnie) wyrozumiali i dobrzy. A to na pewno będzie dobry czas. Do siego roku!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...