Pierwszym krokiem było uprzątnięcie balkonu ze wszystkich "przydasi". Faktycznie potrzebne rzeczy zostały, te mniej znalazły miejsce w piwnicy, a były też takie, które wylądowały w śmietniku. Mieliśmy rozpocząć od malowania, ale po pierwsze pogoda nie była najlepsza a po drugie, latem czeka Łukasza i tatę praca z elewacją, więc malowanie teraz "dla sztuki" byłoby trochę bez sensu. Te etap więc ominęliśmy.
Kolejnym krokiem było położenie sztucznej trawy. To okazało się najbardziej czasochłonne, bo chociaż balkon jest raczej mały (73x350cm), to nie jest idealnym prostokątem. Dodatkowo na tak małej powierzchni trudno się przekręcić, coś naciągnąć, wyrównać... Finalnie efekt nas zadowolił.
Dalej chcieliśmy osłonić balustradę. Na barierkach zaczepiona była mata zacieniająca. Była w dobrym stanie, zakrywała to, co jest na balkonie, osłaniała też od kurzu i trochę od deszczu, więc ją zostawiliśmy na zewnątrz a od wewnątrz zamontowaliśmy matę słomianą, żeby stworzyć fajny klimat. Mocowaliśmy opaskami zaciskającymi, więc tutaj wszystko szło szybko i bez niespodzianek. Janek od razu testował wytrzymałość. Dała radę, chociaż drżałam o to, czy dotrwa w jednym kawałku do powrotu rodziców.
Ścianę na końcu balkonu chcieliśmy osłonić drewnianą kratką, na której będzie można wieszać doniczki z roślinkami. Łukasz wywiercił otwory na kołki (swoją drogą kupiłam za duże, tak ładnie mi Pan w sklepie doradzał), zawiesił i gotowe. Prawie całą ścianą zakryta drewnianą kratką, więc nawet brak malowania nie rzucał się tak w oczy.
I tu przyszedł czas na wstawienie robionej przeze mnie półki /stojaka na doniczki. Łukasz wymierzył, że szafka ma mieć 70 cm. Taką też zrobiłam. No może parę milimetrów węższą. Niestety barierka balkonowa na górze zakończona jest szerszą rurą, niż w miejscu, w którym miała stać i nie było mowy, żeby ją wcisnąć... W ruch poszła więc piłka do drewna. I udało się półkę ustawić tak, jak trzeba. A w zasadzie wcisnąć. Nie jestem pewna czy Darek Stolarz z Remontów Szelągowskiej bił by brawo za wykonanie, ale funkcję swoją spełnia. Dodatkowo pod półką jest miejsce na wiadro od mopa czy siatkę i podbierak na ryby, które wcześniej też tam miały swój kąt, a przy tym ni rzuca się to w oczy.
Po półce zostało rozłożyć stolik i krzesła, ustawić i powiesić kwiaty i metamorfozę mogliśmy uznać za skończoną.
Czekaliśmy na powrót rodziców, zasłoniliśmy im nawet oczy, żeby opaski zdjąć dopiero po wyjściu na balkon. Noo wyglądali na zaskoczonych i zadowolonych. Zamiar osiągnięty! My też jesteśmy z siebie zadowoleni! Żałujemy, że pogoda trochę pokrzyżowała wszystkie plany, że nie mogliśmy już dziś przetestować balkonu po metamorfozie, ale wierzymy, że za chwilę pojawi się słońce i rodzice będą mogli korzystać z odmienionego balkonu. Jestem z nas dumna, bo udało nam się to ogarnąć w 4 godziny! Z trójką dzieci i średnią pogodą!
Jak widzicie balkon jest na prawdę wąski. Rozłożony stolik zajmuje prawie całą szerokość. Na co dzień stolik będzie stał bliżej wejścia , żeby zrobić swobodny dostęp do kwiatów. Na spokojne wieczory, gdy ruch na mieście osłabnie, wystarczy przesunąć go do środka i voila!
A Wy lubicie takie metamorfozy i projekty DIY? Ja uwielbiam i to na pewno nie ostatni projekt, jak Wam pokazuję. Już jestem w trakcie tworzenia kolejnego, więc spodziewajcie się następnych inspiracji. I pochwalcie się, jeśli macie za sobą jakieś ciekawe "zrób to sam".
Balkon wygląda super! Uwielbiam takie metamorfozy szczególnie zrobione własnoręcznie! Daję okejke :D
OdpowiedzUsuńDzięki! To będę robić więcej więcej! :D
UsuńNa wspomnienie Darka stolarza uśmiechnęłam się :) super metamorfoza.
OdpowiedzUsuńOn pewnie też by się uśmiechnął, jakby zobaczył jak zrobiłam półkę 😂 Dzięki!
UsuńElegancko! 🥰💪
OdpowiedzUsuńOj tak, teraz elegancko ☺️
Usuń