Przejdź do głównej zawartości

Troje dzieci

 


 Jak to jest z trójką dzieci? Gdybyście zadali mi to pytanie pół roku temu, czyli gdy Janek miał miesiąc czy nawet dwa odpowiedziałabym (i tak odpowiadałam!), że super! Że fajnie, trzy Bączki w domu, że łatwo, że wiele się nie zmieniło, że czuję, że teraz mamy taką rodzinę, o jakiej marzyliśmy. Pół roku później natomiast, czyli teraz świadomie odpowiadam: CIĘŻKO. Skąd ta zmiana? Janek nie jest już noworodkiem, który je, śpi i robi kupę. Jest Asem, który wszędzie czworakuje, staje przy wszystkim z pewnością, że bez trzymanki też da radę i wszystko wkłada do buzi. Lila jak na dwulatkę przystało przechodzi bunt. Chociaż może to po prostu jej charakterek, bo jest zupełnie inna niż Zuzia i musimy się z tym pogodzić 😂. Oprócz buntu ma też fazę mamozy, i kiedy chcę zniknąć nawet na moment w drugim pokoju trzyma się mnie jak ogonek. A Zuzia jako typowa czterolatka ma w sobie mnóstwo przeróżnych emocji. Jeszcze nie wszystkie potrafi nazwać, o poradzeniu nie wspominając. Dodatkowo po półrocznej przerwie wróciła do przedszkola i chociaż sama chętnie się do niego wybiera, to na pewno trochę emocje przedszkolne odreagowuje w domu. Tak więc mamy niezłą mieszankę maluchów, a na czele staję JA - mama, która większą część doby spędza z dziećmi sama. Jestem niedospana, zmęczona i też mam emocje 🙂 Staram się, żeby jak najmniej wpływały na dzieciaki, ale jestem tylko człowiekiem. Zdarza mi się krzyczeć, zdarza mi się płakać. Nie chowam się wtedy po kątach. W sumie byłoby ciężko, szczególnie przed Jankiem i Lilą 🙂 Widzą, że mama też człowiek i jak się złości to czasem krzyknie, a czasem z bezsilności płacze. Jak one. 

Idealnie byłoby mieć czas 1:1 z każdym dzieckiem, ale przy naszym trybie życia nie należy to do najprostszych rzeczy. Staram się urywać te momenty kiedy np. Zuzia jeszcze śpi, Janek bawi się już na macie a Lila właśnie otwiera oczy i mogę czas poświęcić jej. Najczęściej wtula się na kolanach i chce czytać Pucia. Jeśli dzień dobrze nam się ułoży i młodsza dwójka ma razem drzemkę, mam czas żeby pomalować z Zuzią, coś potworzyć czy pogadać o głupotkach. To są chwilki, bo nie da się rozciągnąć doby, żeby ogarniać domowe obowiązki i mieć czas sam na sam z każdym z dzieci, nie da się pozostałej dwójki gdzieś zamknąć czy wysłać. 

Ani to źle, ani to dobrze. Po prostu tak jest, takie mamy życie i z tego co mamy-szyjemy. Tak tworzymy relacje między sobą, między nimi. Staramy się robić wszystko, żeby każde czuło się tak samo ważne, tak samo kochane i żeby były szczęśliwe. Myślę, że to czy ja mam czas sam na sam z którymś z dzieci między grządkami, czy na wypadzie do miasta ma drugorzędne znaczenie. Nadal uważam, że jest fajnie. Że jest pięknie, że o takiej rodzinie marzyliśmy. Nie cofnęłabym czasu, nie zmieniła decyzji. Teraz po prostu mam ŚWIADOMOŚĆ, jak jest.

Komentarze

  1. Z dwójką ciężko a z trójka jest na bank hardcore! Trzymam za Was kciuki i ściskam 🥰🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Z jednym bywa ciężko! A i bez dzieci się narzeka 😂 ściskamy i my :D

      Usuń
  2. Sylwia już Ci wiele razy mówiłam, że jesteś supermama i superkobieta, tyle energii i cierpliwości rzadko się widuje ;p nie szukasz wymówek tylko działasz, nie wielu tak potrafi także tym bardziej podziw! ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po raz kolejny podziękuję ♥ Zaczynam chyba sama siebie doceniać powoli 😂

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...