Przejdź do głównej zawartości

Wykończenie

 
Część z Was pewnie wie z mojego instastory, że dwoje najmłodszych Asów od wczoraj przyjmuje antybiotyk. Lato się zrobiło, a nas rozłożyło. To chyba jeszcze pokłosie ostatniego tygodnia w przedszkolu, ale jakby nie ma to znaczenia. Trzeba się cieszyć, że płuca jeszcze czyste i zareagowaliśmy w porę. No i wierzyć, że to przyniesie zamierzony efekt.

Dzisiejszy wpis zatytułowałam WYKOŃCZENIE. Czy tym chce powiedzieć, że najbardziej wykańczające w rodzicielstwie dla mnie są właśnie choroby? Nie. O ile nie są to poważne schorzenia, to biorę to na klatę, podchodzę zadaniowo i lecimy z tymi wirusami. Jest to męczące na dłuższą metę, gdy katar się ciągnie i nie chce się skończyć, a za chwilę pojawia się kolejny gil. Ale to nie to działa na mnie wykańczająco. Dla mnie najgorsze są HUMORY. I ich zmienność. Och jak mnie męczą te wahania nastrojów dzieci... Nie wiem czy u Was też wygląda to tak, że maluch robi awanturkę (chociażby o złamane ciastko jak u nas wczoraj✌️), a sekundę potem biega uśmiechnięty i chce się bawić. Wtedy, kiedy Ty jesteś na granicy cierpliwości. Nie przez to nieszczęsne ciastko. Chociaż poniekąd też. Bo okruchy leżą na dopiero-co-odkurzonej podłodze. Bo najmłodsze rozniosło resztki po całym dywanie. Bo starsza w tym czasie chce malować brokatem. Albo przynajmniej farbami. Najlepiej teraz i to już. A jeszcze chwilę temu był porządek i spokój. W teorii ja doskonale rozumiem te dziecięce furie. Nie ten kolor skarpetki na prawdę może mieć ogromny wpływ na cały dzień. Postawienie kubka nie na tym miejscu też bywa frustrujące. Staram się więc gasić takie pożary w miarę wcześnie i na tyle, na ile pozwalają mi moje zasoby. Niekiedy sama gotuję się nad nie tymi skarpetkami, nad tym złamanym ciastkiem czy sukienką bez brokatu. I wiem, że jak ja wybuchnę, to już leżymy wszyscy. Czasem wychodzę, żeby ochłonąć. Po powrocie łagodzimy sytuację. Dzieciaki wracają na standardowe tory, ale ja jeszcze potrzebuję chwili. Dłuższej lub krótszej, żeby wrócić do siebie i móc znowu bawić się, być miłą i wyrozumiałą. To jest dla mnie najtrudniejsze. 

Jako nastolatka lubiłam się katować mając gorszy dzień najsmutniejszymi piosenkami świata (no kto tak nie miał? 😅). W rodzicielstwie nie ma czasu na takie ceregiele 😂. Wszystko dzieje się szybko, dynamicznie... Ja muszę potem trochę odreagować np. napawając się ciszą, gdy już wszyscy zasną. 

A co Was wykańcza najbardziej?

PS
Szukałam najbardziej grymaszącego zdjęcia w telefonie. To był najbardziej skwaszone. Nie robię po prostu zdjęć, jak mamy jakiś kryzys :D Musi zatem za okładkę wystarczyć mina Janka po zjedzeniu chyba kwaśnej truskawki :D

Komentarze

  1. Oesu... mnie wykańcza jak mówię milion razu nie rób... Bo stanie się krzywda a Janek mimo wszystko sprawdza co się stanie.... ostatnio skoczył że schodów na prowadzących na zjeżdżalnie... prosiłam conajmniej 5 razy... finalnie Cała buzia w piachu na i w buzi i lament na całe osiedle... a mi się chciało śmiać i płakać na raz 🤷‍♀️a najlepiej jak Jasiek włazi na łóżko i siada prawie Maćkowi na głowę... w ostatniej chwili zdążę go złapać... Już kilka razy... Bo on tam siedział... 🤦‍♀️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Lila tak testuje granice... I brata 🙈 co najlepsze / najgorsze... Janka strasznie bawią te czubrowania 😂 a też potrafi na niego usiąść... Ostatnio chciała usiąść mu na plecach i jechać jak na koniu... Zuzia zauważyła i zaczęła krzyczeć, że złamie mu kręgosłup 🙈. Co zrobił Janek? Śmiał się 😅

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tłusty Czwartek

W Tłusty Czwartek, 24 lutego, tydzień temu świat, jaki znaliśmy do tej pory skończył się. Rosja zaatakowała Ukrainę. Trudno znaleźć portal czy osobę w internecie, która chociażby słowem się do tego nie odniosła. Ja o sytuacji geopolitycznej nie mam zamiaru rozprawiać - nie jestem specjalistą, nie mam odpowiedniej wiedzy. Staram się obserwować rzetelne źródła, które weryfikują informacje wrzucane do sieci. Rozprawiać za to będę o swoich emocjach, bo na tym trochę jednak się znam. Czwartek, jako ten pierwszy dzień przeżyłam w szoku. Bo jak to wojna? Taka, którą znam z książek? Tuż za rogiem? W XXI wieku, gdzie latamy w kosmos, wymyslamyh cuda na kiju ktoś wjeżdża w niewinnych ludzi czołgiem? Nie pomógł mi też fakt, że Zuzia przyniosła wieść o wojnie z autobusu. Moje emocje poszły więc w odstawkę i musiałam zająć się tymi niespełna pięcioletnimi. Tu chyba poszło dobrze, bo do tej pory temat nie był poruszany. W domu nie słuchany radia w czasie wiadomości, nie oglądamy też programów inform...

Balkonowa metamrfoza

 Lubię sprawiać bliskim prezenty. Lubię wiedzieć czego im potrzeba, co sprawi przyjemność, będzie użyteczne lub związane z ich zainteresowaniami. Schody zaczynają się, gdy obdarowywany 'ma już wszystko', brak mu szczególnego zainteresowania, z którym łączą się jakieś gadżety, czy wydaje się, że wszystkie pomysły już wcześniej zostały zrealizowane. Okazji jest całkiem sporo, bo urodziny, imieniny, dzień mamy, taty, babci, dziadka, dziecka. Do tego przeważnie obdarowuje kilka osób i fajnie byłoby nie zdublować prezentu. O dniu mamy i taty nigdy nie zapominam. Przy innych okazjach niestety mi się zdarza... Natomiast te dwa święta (i jeszcze kilka innych) są szczególne. W tym roku razem z bratem postanowiliśmy zrobić rodzicom wspólny, ciut wcześniejszy prezent. Tym razem postawiliśmy na użytkowość. Zdecydowaliśmy się na metamorfozę balkonu. Od roku czy dwóch bez przeszklenia, wciąż czekał na lepsze jutro. Zawsze coś było ważniejsze, a balkon stał się składzikiem rzeczy, których nie...

Macierzyństwo

Od kilku dni, jeśli nie dłużej, noszę się z zamiarem napisania tego tekstu. I nadszedł w końcu ten czas ;) Może najpierw geneza. Obserwuję różne profile na instagramie. Jedne ze względu na piękne zdjęcia,  drugie ze względu na treści, a jeszcze inne że względu na znajomość. Na jednym z nich, którego mogę zaliczyć do drugiej z wyżej wymienionych grup od kilku tygodni pojawiały się treści, z którymi nie do końca mogłam się zgodzić. Ba, nawet budziły we mnie... może nie oburzenie, ale raczej negatywne emocje. Rzecz jest o macierzyństwie. Każdy kolejny post tyczy się ograniczenia,  jakie niesie za sobą rzeczony stan. A to skończyło się życie, a to zostałam oszukana, bo dziecko płacze, nie śpi jak na pięknych zdjęciach w internetach i temu podobne historie. Nie mam wielkiego stażu macierzyńskiego, ale może właśnie ja-mloda, niedoswiadczona mama powinnam napisać jak jest? Jak jest u mnie, bo komentarze, które widziałam pod tymi postami zdają się mówić, że 95% matek czuję się "oszuk...