Dzisiejszy wpis zatytułowałam WYKOŃCZENIE. Czy tym chce powiedzieć, że najbardziej wykańczające w rodzicielstwie dla mnie są właśnie choroby? Nie. O ile nie są to poważne schorzenia, to biorę to na klatę, podchodzę zadaniowo i lecimy z tymi wirusami. Jest to męczące na dłuższą metę, gdy katar się ciągnie i nie chce się skończyć, a za chwilę pojawia się kolejny gil. Ale to nie to działa na mnie wykańczająco.
Dla mnie najgorsze są HUMORY. I ich zmienność. Och jak mnie męczą te wahania nastrojów dzieci... Nie wiem czy u Was też wygląda to tak, że maluch robi awanturkę (chociażby o złamane ciastko jak u nas wczoraj
), a sekundę potem biega uśmiechnięty i chce się bawić. Wtedy, kiedy Ty jesteś na granicy cierpliwości. Nie przez to nieszczęsne ciastko. Chociaż poniekąd też. Bo okruchy leżą na dopiero-co-odkurzonej podłodze. Bo najmłodsze rozniosło resztki po całym dywanie. Bo starsza w tym czasie chce malować brokatem. Albo przynajmniej farbami. Najlepiej teraz i to już. A jeszcze chwilę temu był porządek i spokój.
W teorii ja doskonale rozumiem te dziecięce furie. Nie ten kolor skarpetki na prawdę może mieć ogromny wpływ na cały dzień. Postawienie kubka nie na tym miejscu też bywa frustrujące. Staram się więc gasić takie pożary w miarę wcześnie i na tyle, na ile pozwalają mi moje zasoby. Niekiedy sama gotuję się nad nie tymi skarpetkami, nad tym złamanym ciastkiem czy sukienką bez brokatu. I wiem, że jak ja wybuchnę, to już leżymy wszyscy.
Czasem wychodzę, żeby ochłonąć. Po powrocie łagodzimy sytuację. Dzieciaki wracają na standardowe tory, ale ja jeszcze potrzebuję chwili. Dłuższej lub krótszej, żeby wrócić do siebie i móc znowu bawić się, być miłą i wyrozumiałą.
To jest dla mnie najtrudniejsze.
Jako nastolatka lubiłam się katować mając gorszy dzień najsmutniejszymi piosenkami świata (no kto tak nie miał?
). W rodzicielstwie nie ma czasu na takie ceregiele
. Wszystko dzieje się szybko, dynamicznie... Ja muszę potem trochę odreagować np. napawając się ciszą, gdy już wszyscy zasną.
A co Was wykańcza najbardziej?
PS
Szukałam najbardziej grymaszącego zdjęcia w telefonie. To był najbardziej skwaszone. Nie robię po prostu zdjęć, jak mamy jakiś kryzys :D Musi zatem za okładkę wystarczyć mina Janka po zjedzeniu chyba kwaśnej truskawki :D
Oesu... mnie wykańcza jak mówię milion razu nie rób... Bo stanie się krzywda a Janek mimo wszystko sprawdza co się stanie.... ostatnio skoczył że schodów na prowadzących na zjeżdżalnie... prosiłam conajmniej 5 razy... finalnie Cała buzia w piachu na i w buzi i lament na całe osiedle... a mi się chciało śmiać i płakać na raz 🤷♀️a najlepiej jak Jasiek włazi na łóżko i siada prawie Maćkowi na głowę... w ostatniej chwili zdążę go złapać... Już kilka razy... Bo on tam siedział... 🤦♀️
OdpowiedzUsuńU nas Lila tak testuje granice... I brata 🙈 co najlepsze / najgorsze... Janka strasznie bawią te czubrowania 😂 a też potrafi na niego usiąść... Ostatnio chciała usiąść mu na plecach i jechać jak na koniu... Zuzia zauważyła i zaczęła krzyczeć, że złamie mu kręgosłup 🙈. Co zrobił Janek? Śmiał się 😅
Usuń